poniedziałek, 1 lutego 2010

Big bang, boom, czyli wielki powrót?

Niby miałem pisać tutaj coś regulanie, ale jednak wyszło ze nic z tego...
Wiele się zmieniło od ostatniego... nie, od przedostatniego wpisu.
Po kolei...
Już dawno oddałem, poprawiłem, znów oddałem, kolejny raz poprawiłem i tak kilka razy, pracę inżynierską... Po jakimś czasie wyznaczyli mi termin obrony, dowiedziałem się o tym jakiś tydzień przed wielkim wydarzeniem. W chwili gdy zobaczyłem kogo mam w komisji, nie będę ukrywał że banan nie mógł mi zejść z twarzy. Nie uczyłem się nic, bo kto by się uczył z własnoręcznie pisanej pracy? Jedynie rzuciłem okiem na pytania jakie mogę mieć od szanownej komisji i tak przygotowany poszedłem na obronę. Jakieś 30min przed obroną dowiedziałem się iż moi współ-zdawacze pisali dzień wcześniej do członków komisji maile z zapytaniem jakich pytań mogą się spodziewać! OLA BOGA! Że też o tym nie pomyślałem, ale stwierdziłem, raz kozi ( \m/ ) śmierć i poszedłem do dwóch z członków do pokoju i zapytałem w prost... równie w prost otrzymałem odpowiedź. Jak się broniłem nie ma co opowiadać, zwłaszcza że od momentu wejścia do sali, do wyjścia, mam czarną dziurę, ale chyba poszło mi dobrze, bo się obroniłem. Tak, jestem inż ^_^' SO WAT!?

Do pracy gdzie robiłem wcześniej już nie wróciłem, aktualnie mam staż jako grafik/webmaster, kupa! Siedzę i w sumie nic nie robie, zobaczymy co będzie w marcu, zostanę tutaj na tym, ekhm... stanowisku, czy ruszę dalej? Szczerze to chciałbym się rozwijać, tutaj nie widzę na to możliwości.

Po kolejne, w weekendy siedzę w KRK, trza zrobić magazyniera... Szczerze, to mi się coraz mniej chce, ale jak już zacząłem, to zrobię wszystko żeby skończyć!

Ekhm... hmmm... yyyy... myślę że to tyle, zobaczymy kiedy znów się odezwę, zresztą, przecież i tak nikt tego nie czyta, może i dobrze...

poniedziałek, 19 stycznia 2009

O_o'

Dwa tygodnie i trzeba oddać pracę... Nie ciekawie, walka z czasem!


Roar

piątek, 12 grudnia 2008

taa

Współczesne gry to beznadzieja, dwa wieczory i się je przechodzi...

Porażka.

czwartek, 11 grudnia 2008

FAK!

kuźwa...
Po raz, już nie muszę siedzieć w robocie do 17. Wywalili mnie, bo okazało się ze muszą przyjąć kogoś kogo wywalili przed przyjęciem mnie. boooo... okazało się ze jego matka jest bliska koleżanką matki szefa, jeszcze trochę i mamy tutaj telenowele... ba! Może się okazać ze znów chłopczyk sie nie spisze i będę mógł wrócić, kuźwa, ja skorzystam z możliwości powrotu, bo chce tam robić. Dodatkowo maja otworzyć nowy oddział pod koniec '09 i tam mnie widza.... coż, na razie cale dnie wolne, więcej czasu na pisaniu pracy inż.
Po dwa, bylem u mojego 'promotora' oddałem nie pełny pierwszy rozdział, zobaczymy co z tego będzie, teraz mam się skupić na rozdziale numero dwa.
Po trzy, zaraz mnie zaleje od tego ciągle wyskakującego okienka żeby ponownie uruchomić komputer po zainstalowaniu aktualizacji... niech się wypchają!
Ale już późno, nie chce iść jeszcze spać!

środa, 10 grudnia 2008

Wpis numer dwa!

Shit...
Nie wiem po co to pisze i tak tego nikt nie czyta...
Siedze w robocie, do 17, a na jutro musze napisac ok 10 stron pracy inzynierskiej, tak sie umowilem z promotorem... Nie chce tego odkladac, kolejny raz!
W sumie to juz nie moj promotor, ale o tym kiedy indziej.

O golnie Shit happens. Do nastepnego!

wtorek, 9 grudnia 2008

Im starting

Nie mam nic do powiedzenia, dzien był cięzki, a ja jestem zmęczony...
Idę spać... do jutra. Ta... raczej do wieczora, bo już jutro jest.